poniedziałek, 30 czerwca 2014

ORGANIQUE Mydło Savon Noir





Mydło Savon Noir to kolejna rzecz z firmy Organique, którą chciałam Wam przybliżyć.

Kupiłam na wagę - za 100 g zapłaciłam ok.15 zł.




 
Skład:
Czarne oliwki
Olej z oliwek

Obietnice producenta:
Savon Noir to naturalne mydło roślinne wytwarzane tradycyjnymi metodami w Maroku z czarnych oliwek i oleju oliwnego. Posiada delikatne właściwości eksfoliujące, natłuszczające i nawilżające. Savon Noir jest bardzo wydajne, dobrze tolerowane nawet przez wrażliwą skórę. Można go łączyć z innymi składnikami naturalnymi: glinka Ghassoul, olejkami roślinnymi i olejkami eterycznymi. Produkt stosowany raz w tygodniu zapewnia gładką, jedwabistą i miękką skórę.
Z przeznaczeniem do skóry suchej i wrażliwej.

Sposób użycia:
Nanieść cienką warstwę na suchą twarz lub ciało. Zwilżyć dłonie i masować do pojawienia się piany. Spłukać. Można po pojawieniu się piany poczekać 10-15 minut i mamy wtedy efekt peelingu enzymatycznego.

Konsystencja:
Śmierdzącego, ciągnącego się smaru. Można go porównać z rozrzedzonymi misiami Haribo :) Walory zapachowe do najlepszych nie należą. Zapach bardziej przypomina rybę niż oliwki.

Smar, smar, smar bardzo specyficzny. Trzeba umieć się nim posługiwać, żeby nie zrazić się od pierwszego użycia.
Z nim jest tak, że albo się go pokocha albo znienawidzi. Warto kupić go więc  na wagę - w razie gdyby jednak okazało się, że nie jest to nasz ulubieniec.
Mydło należy używać najlepiej tak jak w opisie, ponieważ z mokrej skóry zjeżdża. Absolutnie należy omijać okolice oczu!!! Piecze jak cholera - i to nie przez chwilkę - przez dłuższą chwilkę.
Czy katorga przy pierwszych chwilach mycia jest warta zachodu? - musi ocenić każda z Was, bo czytałam wiele zachwytów nad tym produktem. Ja napiszę swoją opinię.

Savon noir bardzo dobrze oczyszcza twarz, jest jak peeling enzymatyczny. Nie wydaje mi się jednak, aby mydło to nadawało się do skóry suchej, ponieważ ja mam po nim bardzo ściągniętą skórę twarzy i taką "piszczącą" - wiecie o co mi chodzi mam nadzieję. Po zmyciu ze skóry piszczącej zamienia się w przesuszoną. Skóra jest rzeczywiście bardzo dobrze oczyszczona i gładka,ale nie kosztem takiego spięcia chyba. U mnie pojawiło się również uczulenie na szyji i dekolcie w, które wygląda troszkę jak poparzenie.
Po wymyciu ciała, skóra na nogach swędzi niemiłosiernie. Jakby obdarta z wszystkich warstw ochronnych.

Podsumowując - ani zapach,ani konsystencja mnie nie oczarowały :( Oczyszcza skórę, ale według mnie za bardzo. Być może skóra tłusta potrzebuje takich atrakcji - moja mieszana nie za bardzo.
Cena do atrakcyjnych też nie należy - trzeba pamiętać, że to jednak mydło. Skusiłam się na nie tylko dlatego, że kiedyś kupowałam je w Mydlarni św. Franciszka - jednak było o zapachu różanym i zdecydowanie rzadsze - nie powodowało u mnie uczuleń.

Dajcie proszę znać czy używacie, czy używałyście - może ja coś źle robię?



 










Doskonały trening na brzuch, ABS




Tak jak zapowiedziałam, zestawię Wam tutaj piękny trening na brzuch - dokładnie 50 minut spalania oponki. Sama dostałam ten "trening" od koleżanki,  która równie zajawiona ćwiczeniem jak ja, przetestowała go i pokazała spektakularne efekty.



Tak więc trening zaczynamy od 3. rundy KILLERA (26:09 min), gdzie cardio (podskoki, pajace) będzie naszą rozgrzewką.





Po zakończonej rundzie (cool down/rozciąganie zostawiamy na koniec), przechodzimy do SKALPEL I i robimy go od 17:30 min aż do rozciągania.





Następnie przechodzimy do TURBO i wykonujemy rundę 2,3 i 4 :) (8:15 min)







Po zakończonej 4 rundzie przechodzimy do KILLERA, którego zakończyłyśmy w momencie kiedy zaczynało się cool down. Rozciągamy się, koniec treningu.

Jeżeli macie jeszcze siłę i chęci to dołóżcie FANTASTYCZNY zestaw na brzuch z treningu P90X - Ab Ripper X :) Trening wydłuży nam się wtedy o dodatkowe 15 minut. W tym przypadku spokojnie możemy zrobić rozciąganie z tego treningu.

czwartek, 26 czerwca 2014

TURBO WYZWANIE - moje wrażenia





Doczekać się nie mogłam. Odkąd się dowiedziałam, że kroi się siostra TURBO i KILLERA, codziennie sprawdzałam na stronie BeBio czy program się już pojawił czy nie. Po informacji na Fanpage'u Ewy, natychmiast kupiłam, zapłaciłam, czekałam. Cena ok.40 zł z przesyłką. Teraz są w Biedronce po 24,99 zł :) Ale ja już tydzień ćwiczę ....

Więc do rzeczy ...

Jak zwykle wita nas świeża i piękna Ewa ze swoją przemową. Namawia do systematyczności i 30-dniowego wyzwania.





a nawet grozi paluchami :)



Rozgrzewka - tym razem bardzo dynamiczna - rozgrzewamy ciało, dokładnie stawy - jak widać jest tak dynamicznie, że rąk nie widać :)







Po rozgrzewce zaczynamy - 8 rund po 4 ćwiczenia każda - każde ćwiczenie powtórzone dwa razy. Nie zdąży się nawet pomyśleć "ile jeszcze" -  jednak trzeba się skoncentrować, żeby się nie pogubić :)
Ale dzięki temu, że ćwiczenia często się zmieniają, czas szybciej leci - coś się dzieje. Każde ćwiczenie rozliczane jest w czasie - 20 sekund - im więcej powtórzeń tym lepiej. Po każdym następuje 10 sekund przerwy.







Bardzo dobry pomysł z licznikiem w lewym górnym rogu - jak jest przerwa zamienia się na czerwony.

Każde niemal ćwiczenie pokazywane jest przez Ewę w wersji dla początkujących i dla zaawansowanych. 

Każda runda zawiera ćwiczenia na brzuch








Od dziś ponoć tak oglądamy telewizję :)





Praktycznie każda zawiera ćwiczenia w pozycji plank - niektóre nawet po dwa :)








Są i pompki - damskie lub męskie do wyboru





Jest nasze tupanie z 5. rundy SKALPELA WYZWANIE - różnica jest taka, że tutaj tupiemy w rozkroku - super wibruje całe ciało!





Jest kilka ćwiczeń typu "wygibas" ;) gdzie potrzeba szczególnej koncentracji i napięcia całego ciała w celu zachowania równowagi!









Jest też jedno ćwiczenie, które STRASZNIE mnie za każdym razem śmieszy eheh  :)



video


A po wszystkim Ewa standardowo dziękuje, że wytrwałaś i rozpoczyna się cool down - tym razem muzyka do rozciągania jest wyraźna, spokojna i baaardzo przyjemna - wyciszająca.







Podsumowując dla tych, które się jeszcze wahają - nie warto się dłużej zastanawiać. Trening jest bardzo, bardzo dobry. Zalana potem w ósmej rundzie nie będziesz mogła uwierzyć w to, że to już koniec!

Czekam z niecierpliwością na kolejną płytę a Ewie i każdej z Was bardzo mocno kibicuję :)

Dajcie znać czy macie płytę czy ćwiczycie i jak wrażenia :)



P.S. Zauważyłam, że z dnia na dzień coraz bardziej się ze mnie leje w trakcie ćwiczeń - wydaje mi się, że to dlatego, iż nie zwracam już tak uwagi na to co Ewa pokazuje, bo ćwiczenia już znam, tylko przykładam się z całych sił do precyzji wykonania!



Dlaczego poranna kawa kojarzy mi się z kąpielą? Kawa jako antycellulit !






Jak w tytule - pijąc poranną kawę od razu myślę o prysznicu po treningu :)
A to za sprawą samej kawy - jako produktu spożywczego. Zaraz po zaparzeniu, zabieram fusy z ekspresu i przekładam do miseczki gdzie czekają na przygotowanie mikstury.

Ale od początku - cały czas z każdej strony atakowały mnie reklamy ze zdjęciami gołych pośladków i ud. Jedne z cellulitem a te obok bez. Ponoć to zasługa kawy :) Nie od dziś wiadomo przecież, że kawa to nasz dobrodziej pobudzacz - nie tylko organizmu jako takiego ale i skóry. Kawa to najlepsza broń w walce z cellulitem.

Tak więc poczytałam trochę na ten temat i zabrałam się za przygotowywanie kosmetyku.





Składniki:
- ok. 4 łyżeczek zaparzonej kawy
Właściwości ujędrniające, wyszczuplające oraz antycellulitowe
- 1,5 łyżki cukru (super byłoby gdyby to był gruby cukier)
Właściwości wygładzające
- płaska łyżeczka cynamonu
Właściwości rozgrzewające i ujędrniające
- 2 łyżki oliwy z oliwek (ilość w zasadzie na oko - tak żeby produkty się związały, a rodzaj oliwy wg uznania - równie dobrze może to być oliwka dla dzieci )
Właściwości nawilżające i natłuszczające

Do mieszanki można dodać również 4 łyżki żelatyny i szklankę wody (żelatynę mieszamy w 1/3 szklanki gorącej wody, resztę wody wlewamy do kawy, następnie wszystko łączymy) i wstawić do lodówki. Taka galaretka wytrzyma nam spokojnie do 7 dni. Peeling nie jest wtedy tak mocny jak z samych fusów (lepsza wersja dla wrażliwców) ,ale dodatkowy efekt ujędrnienia uzyskujemy dzięki zimnej galaretce :)







Gotową mieszankę zabieram ze sobą do kąpieli i po wymyciu ciała przystępuję do peelingowania.
Kosmetyk ma nawet dobrą konsystencję - nie ucieka z dłoni, dobrze się nim "trze" :)
Działanie peelingu można wzmocnić nakładając go na szczotkę do ciała i masując nią miejsce po miejscu.
Można później nałożyć kolejną porcję papki na ciało i zawinąć najbardziej newralgiczne miejsca (np. uda) folią spożywczą - tak na ok. 15 minut - chociaż wiem, że są osoby, które w takim kokonie śpią :)





Nie za fajnie tylko wygląda jak powłazi za paznokcie ;)
Peeling troszkę zmienia kolor skóry, ale to oczywiste, ponieważ kawa puszcza kolor. W związku z tym polecam do wycierania ciała używać ciemnych ręczników. Mój jasny, pomimo, iż bardzo dobrze się spłukałam wygląda nie za ciekawie :)





Pamiętajmy, iż mimo, że najpopularniejszą właściwością peelingu kawowego jest działanie antycellulitowe, a dzięki niemu skóra staje się bardziej napięta, jędrna, wygładzona i miła w dotyku (i tu zostałam mile zaskoczona), to peeling ten ma również i swoje minusy! Pobudzające ukrwienie kosmetyki z dodatkiem kofeiny mogą powodować dyskomfort u osób o wrażliwej skórze. Może on przejawiać się zaczerwieniem i uczuciem rozgrzewania. Peeling ten jest zatem niewskazany dla kobiet w ciąży oraz dla osób o bardzo wrażliwej i naczynkowej skórze.


Podsumowując:
Na co dzień sięgam po kawę ze względu na walory smakowe i działanie pobudzające. Teraz wiem, że będę ją wykorzystywać również w wyżej opisanym celu - i to co drugi dzień! Żałuję, że tak późno zdecydowałam się na wypróbowanie tegoż specyfiku, ale to zapewne dlatego, że nie przepadam za kosmetykami, które samemu trzeba robić. 
Skóra po wykonaniu peelingu jest bardzo gładka, bardziej niż zwykle napięta i super miła w dotyku. Do tego dochodzą walory zapachowe podczas zabiegu! Największym jednak plusem dla mnie jest to, iż nie trzeba się później niczym już balsamować :) Oliwa/olejek pozostaje na naszej skórze, nawilżając ją do kolejnej kąpieli. CUDO jednym słowem.

Jeżeli więc do tej pory piłyście kawę i wyrzucałyście fusy - radę zastanowić się nad ich wykorzystaniem do peelingów :)

Dajcie znać czy też tak tworzycie :)



środa, 18 czerwca 2014

ORGANIQUE Balsam do ciała z masłem shea - Magnolia



 


Przy okazji weekendu zakupowego z AVANTI skorzystałam z 20% zniżki w sklepie ORGANIQUE.
Tak jak w tytule zakupiłam Balsam do ciała z masłem shea o zapachu magnolii, mydło Savon Noir oraz kule do kąpieli o zapachu pomarańczy i chilli.

Zacznę od Balsamu ...
Kupiłam go na wagę - za 100g zapłaciłam 24,50 zł (-20%)






Skład:
Butyrospectrum (Shea Butter)
Avocado Oil
Glycine Soja (Soybean)
Oil
Grape Speed Oil
Beeswax
Catearyl Alkohol
Parfum (Essential Oil, Fragance Oil)
PEG-8
Tocopherol
Ascrbyl Palmitate
Ascorbic Acid
Citric Acid

Obietnice producenta:
Receptura tego naturalnego balsamu została oparta na wyjątkowych właściwościach masła Shea (Karite), wosku pszczelego i odżywczych olejów: sojowego, z awokado i pestek winogron. Balsam zawiera 50% czystego masła Shea posiadającego certyfikat ECOCERT. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Atrakcyjne zapachy balsamów długo utrzymują się na skórze, działając aromaterapeutycznie i odprężająco. Niezwykły zapach kojarzy się z pięknem i szlachetnością, ponadto wykazuje działanie antystresowe i antydepresyjne. Balsam pozostawia skórę jedwabiście gładką i pięknie pachnącą ogrodem. Polecany jest zwłaszcza dla skóry suchej, dojrzałej i wymagającej regeneracji.
 
Przy produkcji balsamów stosujemy masło pochodzące ze spółdzielni afrykańskich kobiet, które dzięki niemu mają szanse osiągnąć niezależność finansową. 


Dostępne są następujące wersje zapachowe:
- Afryka;
- białe piżmo;
- baza;
- grecki;
- guarana;
- herbata Olong;
- kolonialny;
- trawa cytrynowa;
- len & grejfrut;
- magnolia;
- mleko;
- pomarańcza & chili;
- truskawka & guava;
- żurawina;
- balsam do stóp z masłem shea i mentolem.



Sposób użycia:
Lekko ogrzane w dłoni masło nanieść na oczyszczoną, suchą skórę i delikatnie wmasować.

Konsystencja:
Kosmetyk ten zawiera 50% masła shea w związku z czym ma specyficzną konsystencję, dosyć twardą i grudkowatą- powoduje to, że część kobiet sądzi, że coś z nim nie tak. Nie bójcie to całkowicie normalne :)
Grudkowatość znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w kontakcie z ciepłem naszego ciała.
Masło zaczyna się topić, dzięki czemu z łatwością możemy go rozsmarować.





Zapach:
Nie było łatwo - zapachów jest dużo i wszystkie pachną wyśmienicie! Wybrałam wydawało mi sie najbardziej neutralny - tymczasem jak posmaruję się balsamem wieczorem, rano moje ciało pięknie pachnie - co uważam za duży plus.

Co robi: :)
Nie przepadam za smarowaniem się nim w ciągu dnia, ponieważ jest na prawdę bardzo tłusty - mam wrażenie jakby skóra była długo wilgotna i wszystko sie do niej klei :)
Na noc - ideał, otulam się jego zapachem, czuję się komfortowo, bo wiem ,że skóra jest mocno natłuszczona - chociaż nie wiem jeszcze czy do końca nawilżona.
Idealnie sprawdza się na newralgiczne miejsca - łokcie, kolana, pięty a nawet usta!
Jest mega wydajny - przypominam, że pod wpływem ciepła rąk zamienia się w olejek.
Nie uczula ani nie podrażnia a wręcz pięknie łagodzi podrażnienia - świetnie się sprawdza po depilacji.

Podsumowując - zapach, zapach i jeszcze raz zapach - nie mogę się doczekać, aż skończę ten balsam i będę mogła kupić inny zapach - chociaż pewnie mi zejdzie, bo jest baaaaardzo wydajny. Natłuszczenie skóry na 5+, skóra jest miękka i gładka - jednak smarowanie tylko na noc przez tłusty filtr jaki zostawia na długo po użyciu.


Miałyście, używałyście - dajcie znać koniecznie!




piątek, 13 czerwca 2014

Jak bezpiecznie się opalać - UVA czy UVB, SPF 6 czy +50 ?


Oglądałam ostatnio świetny program o wszelkiego rodzaju kremach do opalania i jakże wielce byłam zdziwiona słysząc o tym co to tak naprawdę jest faktor i jakie mamy filtry!
Postanowiłam napisać tenże post wychodząc z założenia, że jest więcej takich niedoinformowanych jak ja :) a i pogoda skłania do pisania o słonecznych rzeczach !






Błędne jest myślenie, iż posmarowani kremami z filtrem się nie opalamy. Kremy jedynie powodują to, iż opalamy się stopniowo i unikamy poparzeń. 
Równie błędne jest myślenie, że zdrowo jest się ładnie opalić - tymczasem nie ma czegoś takiego jak zdrowa opalenizna! Opalenizna to nic innego jak reakcja obronna naszego organizmu na działanie promieni ultrafioletowych, która objawia się zaczerwienieniem i przebarwieniem.

Co to w ogóle jest promieniowanie UV?
Ultrafiolet to jest promieniowanie, które dociera do nas ze słońca na ziemię i dzieli sie ono na promieniowanie UVA i UVB. 
UVB jest mniej "szkodliwe" - działa jedynie na powierzchnię skóry, powodując  zaczerwienienia, poparzenia a w ekstremalnych sytuacjach bąble.
UVA wnika głęboko w naszą skórę, niszcząc włókna kolagenu i elastyny czyli te które odpowiedzialne są za sprężystość skóry. To właśnie UVA powoduje starzenie się skóry i alergie słoneczne.





Jaki faktor nas chroni?
Wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej czyli SPF.
Chroni nas głównie przed promieniowaniem UVB. Numerek, który stoi obok napisu SPF może być od 2 do 50 +. Oczywiście im numerek wyższy tym ochrona skuteczniejsza. 
SPF 2 i 4 to ochrona słaba, bo blokuje zaledwie 50% promieniowania ultrafioletowego. UE nie uznaje ich nawet za kosmetyki przeciwsłoneczne! 
SPF 8 do 12 to ochrona średnia i blokuje ok. 90% UV. 
SPF 15 do 25 to ochrona wysoka i blokuje do 95% UV.
SPF 30 do 50 to ochrona bardzo wysoka, blokuje ok.97% UV.
SPF 50+ to ochrona ultrawysoka, bo pochlania ok.98% promieniowania.

Co dokładnie oznacza ten numerek przy skrócie SPF? Są tacy, którzy myślą, że SPF 30 to 30 godzin beztroskiego podsmażania. Tymczasem ten współczynnik określa ile razy wydłuża się czas bezpiecznego przebywania na słońcu po zastosowaniu filtra. A bezpieczne przebywanie trwa do momentu, aż nasza skóra zacznie się czerwienić. Jeśli bez kremu rumień pojawia się po minucie to krem z SPF 10 wydłuży ten czas dziesięciokrotnie i rumień pojawi się po 10 minutach. Analogicznie z kremem o SPF 30 - zaczerwienienie pojawi się po 30 minutach. 

Należy pamiętać, że to kiedy zaczyna pojawiać nam się zaczerwienienie czy rumień (dla dermatologów tak czy inaczej jest to już poparzenie słoneczne), zależy od wielu czynników. Począwszy od "aurowych" - pora dnia, pora roku, wysokość nad poziomem morza, poprzez czynniki "osobiste" - wiek, fototyp skóry (ilość barwnika w skórze), ciąża, dzień cyklu u kobiety a kończąc na "chemicznych" - czyli np. przyjmowane leki - nawet najsłabszy lek przeciwbólowy może spowodować silną alergię na słońce. Antybiotyk wyklucza w 100% możliwość wystawiania się na promieniowanie słoneczne! Podobnie jest z tabletkami hormonalnymi, które w połączeniu ze słońcem powodują trwałe przebarwienia na skórze.

Tak więc może się okazać, że koleżanka, która używa tego samego kremu co my może siedzieć  na słońcu
- unikając zaczerwienienia -  znacznie krócej od nas.







Wybierz dobry krem!
Kiedyś w sklepach spotkać można było kremy do opalania z SPF 100, jednak UE zakazała sprzedaży takich kremów. Spowodowane jest to tym, iż większość myślała, że kremy takie chronią nas przed słońcem w 100%. 

Jeżeli chcemy osiągnąć deklarowany przez producenta wskaźnik ochrony, należy stosować 1,5 ml kremu na okolice twarzy, co daje nam 20-30 ml na całe ciało. Takie aplikacje powtarzamy co 3-4 godziny jeżeli przebywamy na słońcu oraz po każdej kąpieli w morzu/basenie. Jedna tubka powinna nam wystarczyć na maksymalnie 4 dni. Wiecie jak wygląda to w praktyce? Ja wczoraj smarowałam się kremem z zeszłych wakacji!

A co z filtrami UVA?
Nie ma jednolitej skali ochrony przed promieniowaniem UVA. Szukajmy więc oznaczenia UVA+UVB lub UVA w kółeczku. 
Na opakowaniach znajdziemy również informacje o tym, iż kremy posiadają filtry chemiczne. Filtry te bardzo dobrze się wchłaniają, wnikają w skórę i tam unieszkodliwiają promienie UVA i UVB, zamieniając je np. w ciepło. Należą do nich oxybenzon, mexoryl, parsol 1789, tinosorb, awobenzon. 

Są jeszcze kremy z filtrami mineralnymi czyli fizycznymi. Te filtry działają na naszej skórze jak lusterko - jak posmarujemy skórę takim filtrem, on po prostu odbija promienie słoneczne. Kremy z takim filtrem polecane są osobom o skórze wrażliwej, alergicznej, naczyńkowej, ponieważ filtry chemiczne, mimo, że są bardzo skuteczne powodują rozgrzanie skóry, co nie służy żadnemu w/w typowi skóry.
W składach kremu należy szukać filtrów mineralnych/chemicznych pod nazwą - dwutlenek cynku, dwutlenek tytanu, krzemionka, mika, kaolin. 

Filtry chemiczne nie wnikaj w skórę a działają jedynie na jej powierzchni. Wdą ich jest to, że pozostawiają biały film, który widać i może brudzić ubrania. Ich zaletą jest jednak to, że bardzo mocno chronią skórę przed promieniowaniem UVA i UVB. 

Zazwyczaj jest tak, że im wyższy wskaźnik SPF tym krem jest droższy. Krem nie musi być jednak hiperdrogi. Szukajmy w składzie przynajmniej jednego filtra mineralnego - tlenku cynku lub dwutlenku tytanu i skutecznego chemicznego np. mexorylu lub tinosorbu. Za taki krem powinniśmy zapłacić ok.15 zł za 125 ml. Jeżeli jednak krem ma być znanej marki, wtedy możemy zapłacić i 120 zł za 125 ml. 

Podsumowując - SPF 50+ zostawmy dla dzieci a dla zwykłego śmiertelnika wystarczy SPF 15 - różnica w ochronie przeciwsłonecznej to tylko 3% a w cenie ZNACZNA. Ważne tylko, żeby tej 15 używać obficie!

 

Na plaży.
Pamiętajmy, że posmarowanie dziecka kremem z faktorem 50+ to NIE jest przyzwolenie na wystawianie go na słońce przez cały dzień. To zaledwie ochrona, która pozwala nam przebywać na słońcu z naszą pociechą w bezpiecznych godzinach - do 11 lub dopiero po 15. 
Pamiętajmy, że część promieni słonecznych ulega odbiciu od powierzchni ziemi, wody, piasku - jeśli spacerujemy, wystawiamy się również na ich działanie. 
Poparzenia słoneczne, szczegolnie te z wczesnego dzieciństwa, w przyszłości sprzyjają powstawaniu zmian nowotworowych - i to w najgroźniejszej postaci - czerniaka. Naukowcy ostrzegają - dwukrotne poparzenie skóry w okresie dziecięcym zwiększa ryzyko zachorowania na ten typ nowotworu w wieku dorosłym aż 10 razy!






Przypomnę jeszcze objawy udaru słonecznego: ból głowy, temperatura, stan ogólnego rozbicia a nawet utraty przytomności.

Jeśli zatem dostosujemy się do wskazań dotyczących czasu opalania i odpowiednich filtrów ochronnych, nie powinna spotkać nas niemiła niespodzianka na urlopie a nasza opalenizna będzie złota i równomierna :)

Kapelusze na głowę, krem do reki, okulary na nos i na plażę marsz :) 









 



 

piątek, 6 czerwca 2014

Sobotni Outfit z DEZZIN

Tak jak pisałam wczoraj, zamieszczam mój sobotni strój. Uroczystość bardzo ważna, więc postawiłam na prostotę.
Sukienka miała być szyta, tzn. na początku miała to być tiulowa spódnica - zółta a w zasadzie cyrynowa - pastelowa - w sklepach niestety takiego tiulu nie znalazłam ... allegro ... przyszedł tiul - kolor piękny, taki jak chciałam, ale tiul taki agresywny, że nogi miaabym całe pocięte :( Zostałam zatem z 12-ma metrami materiału :)
Później znalazłam piękną, prostą sukienkę - na zdjęciu w kolorze białym pięknie się prezentowała - znów zaczęłam szukać materiału - miała być żółta żorżeta - i klops - nie ma. Stwierdziłam więc, że pojadę do hurtowni i zobaczę jakie mają kolory tiuli, które nadawałyby się na sódniczkę i coś wybiorę ... Mama jednak naciskała, żebym zaglądnęła jeszcze do jednego sklepu (który zresztą nie był mi w ogóle po drodze), że być może coś tam wybiorę - pojechałam - dla świętego spokoju :) I co ??? I nie wiedziałam na którą sukienkę mam się zdecydować - sukienki totalnie w moim stylu, gotowe uszyte, dopasowane, nie za drogie, do wyboru do koloru! Jeżeli jesteście z Krakowa gorąco zachęcam Was do odwiedzenie sklepu DEZZIN przy ul.Karmelickiej 18 lub Długiej 46. Strona sklepu nie jest zbyt bogata KLIK , kolekcja nieaktualna, ale zapewniam, że w sklepie stacjonarnym jest w czym wiybierac! I obsługa bardzo miła i fachowa :)
Więcej aktualności na Facebook'u - stąd tez pozwoliłam sobie zapożyczyć zdjęcie mojej sukienki :)






Oczywiście naszyjnik nie był w komplecie z sukienką. Ja naszyjnika nie planuję ubierać, jedynie małe kolczyki, dużo czarnych bransoletek- oczywiście od by Dziubeka :) i zegarek.
Sukienka z tyłu ma dekolt w kształcie litery V a na górze pleców wiązana jest na czarną szeroką wstążkę - pięknie to wygląda! I dzięki temu, że jest taki dekolt, można ją spokojnie ubierać przez nogi - unikniemy wtedy wybrudzenia jej makijażem, bądź zniszczenia fryzury :)
Buty są z ZARA - szpilka 14 cm - nie lada wyzwanie - tym bardziej, że teraz przy dzieciakach to japonki i plecak na plecy :)
Torebka ALDO - na żywo wygląda dużo lepiej niż na zdjęciach - z pazurem niewątpliwie :)

Makijaż - postawiłam na to w czym mi jest dobrze i przy okazji jest na tyle uniwersalne, że będzie pasować do kreacji ...








Manicure dopiero będzie dziś wieczorem - planuję hybrydę - pierwszy raz! - w kolorze mlecznym-nude :)
Fryzura - jak najprościej - kokarda na głowie - w miarę oryginalnie, ale bez przesady.
Oczywiście zrobię zdjęcia całej stylizacji na sobie i pokażę Wam w późniejszym terminie!

Czekam na Wasze spostrzeżenia - może macie jakieś sugestie?










wtorek, 3 czerwca 2014

GO Cranberry vs PAT&RUB






Już dawno zabierałam się za ten post, tylko cały czas coś innego zabierało mi czas :( .
Chciałam Wam pokazać jak ja odebrałam dwa peelingi do ciała - GO Cranberry - Solny Peeling do ciała z masłem shea i solą z Bochni oraz PAT&RUB Stymulujący piling do ciała.

Zacznę od kosmetyku, który wybitnie, ale to wybitnie przypadł mi do gustu - GO Cranberry ...







Dostałam go na spotkaniu Blogerek w Pięknaliach (relacja TUTAJ ), ale sprawdziłam - 200 ml kosztuje 33 zł - żaden kosmos.

Opakowanie - plastikowy, przeźroczysty słoiczek z metalową nakrętką - nie ma niebezpieczeństwa, że jak spadnie nam w wannie na nogę to ubije palec - jak np. peeling pomarańczowy z Farmony zdaje się :) Etykieta nie odkleja się w trakcie używanie, więc od początku do końca, opakowanie wygląda estetycznie.

Skład - genialne połączenie naturalnych składników o niesamowitym działaniu:

  • olej żurawinowy - zawiera kwasy omega-3, omega-6 i omaga-9 w idealnej proporcji, nigdzie indziej nie spotykanej. Olej z nasion żurawiny jest źródłem kompletnej witaminy E, zawiera komplet tokoferoli i tokotrienoli -  nazywanych super witaminą E, które mogą być nawet czterokrotnie silniejsze od tejże witaminy. Łatwo przenikają przez skórę i są bardzo nawilżające. Olej żurawinowy pomaga w łagodzeniu swędzenia, łuszczenia i stanach podrażnienia.
  • olej winogronowy - naturalny antyoksydant - źródło witaminy D i E. Olej odpowiedzialny za bardzo dobre właściwości zmiękczające, ochronne, regeneracyjne i przeciwstarzeniowe.
  • masło shea - jest źródłem witaminy A, F, E oraz nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych, które wykazują bardzo duże działanie pielęgnacyjne - natłuszcza i nawilża. Dzięki niemu skóra jest gładka i miękka. Substancje zawarte w maśle shea przyspieszą redukcję podrażnień i są pomocne przy likwidowaniu poparzeń słonecznych. Jest naturalnym filtrem UV - tworzy delikatny film na skórze, chroni przed słońcem, mrozem, wiatrem, wspomaga utrzymanie wody w komórkach skóry. Działa łagodząco i odżywczo. 
  • witamina E - nazywana "witaminą młodości". Neutralizuje wolne rodniki, odpowiedzialne za procesy starzenia się, chroni przed zniszczeniem warstwy lipidowej naskórka oraz włókien kolagenowych i elastynowych skóry, zapewniając ochronę przed szkodliwym wpływem środowiska. Ma również działanie zmiękczające i wygładzające. 


Obietnice producenta:
Obietnic producenta KLIK , które czyta się niezmiernie miło, mówią pokrótce o tym, że ... peeling przeznaczony jest do pielęgnacji każdego typu skóry. Dzięki zawartości soli z Bochni wspomaga mikrokrążenie, doskonalee wygładza oraz oczyszcza dostarczając skórze cennych mikroelementów. Zawarte masło shea skutecznie zmiękcza skórę pozostawiając ją gładką i jedwabistą. Olej winogronowy oraz żurawinowy delikatnie natłuszczają. Doskonale przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji,* zwiększając wnikanie substancji aktywnych zawartych w kosmetykach. 


Sposób użycia:
Stosować na wilgotną skórę, wmasowując kulistymi ruchami, a następnie dokładnie spłukać. Zaleca się stosowanie 1-2 razy w tygodniu. Nie stosować na podrażnioną skórę lub bezpośrednio po depilacji. Najlepsze efekty są widoczne przy jednoczesnym zastosowaniu innych produktów z serii GoCranberry. 


Bardzo przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie zapach - taki mydlany jak DOVE - bardzo lubię takie nuty a ten wybitnie długo utrzymuje się na skórze. 
Konsystencja zaskoczyła mnie chyba najbardziej - już w słoiczku widać jak olejki oddzielają się od soli. Myślałam, że ciężko się będzie przebić a tu niespodzianka - peeling miękki jak masło, sól bardzo drobna, konsystencja dzięki olejkom bardzo przyjazna, lepka, nie spływa z dłoni i z ciała. Mycie ciała tym produktem należy do ekstremalnie przyjemnych.  Największym z największych plusów jakie przyznaje w/w jest to, iż * nie muszę niczym się już później smarować - skóra jest tak przyjemnie natłuszczona, tak pięknie wygładzona, że nie potrzebuje już dalszej pielęgnacji :)
Produkt ma datę ważności 3 miesiące od momentu otwarcia.

Podsumowując  - Wszystko ze sobą gra - zapach, konsystencja, działanie, ścieranie !!!


Dla zainteresowanych podaję listę sklepów stacjonarnych, gdzie można kupić kosmetyki GoCranberry :) KLIK


Drugi produkt to Stymulujący Piling do ciała PAT & RUB z soli, cukru, olei i olejków.





Cena 99 zł za 500 ml ! Dostępny w drogeriach Sephora jak również na stronie producenta TUTAJ.


Skład:
Sól - złuszcza
Cukier trzcinowy - złuszcza
Olej słonecznikowy - wzmacnia bariery naskórkowe, doskonale zmiękcza i wygładza skórę, zwalcza wolne rodniki, działa przeciwzapalnie i normalizująco
Naturalna witamina E - zwalcza wolne rodniki
Emolienty roślinne - nawilżają
Olejek grejpfrutowy - tonizuje, pobudza krążenie
Olejek cytrynowy - podnosi ukrwienie skóry, redukuje cellulit, oczyszcza skórę i zamyka pory
Olejek mandarynkowy - działa antyseptycznie, uspokajająco, tonizująco
Olejek rozmarynowy - pobudza, tonizuje, stymuluje


Obietnice producenta:
Opis ze strony producenta:
Rozmarynowo-cytrusowy Piiling do Ciała HOME SPA z soli, cukru i olei roślinnych dokładnie złuszcza skórę, przywracając jej blask i świeżość. 

Zawarty w peelingu olej słonecznikowy nawilża i odżywia. Olejki rozmarynowy, grejpfrutowy i cytrynowy poprawiają ukrwienie oraz odżywiają skórę, a olejek mandarynkowy pielęgnuje, tonizuje i uelastycznia skórę.


Śródziemnomorski aromat Peelingu HOME SPA stymuluje zmysły i koi nerwy.


Seria HOME SPA/Domowe SPA powstała z myślą o chwilach relaksu i dogłębnej pielęgnacji w domowej łazience. Kosmetyki SPA do zadań specjalnych dokładnie zajmą się ciałem, a aromaty zmysłami.


Kosmetyki naturalne z linii HOME SPA należy stosować wszechstronnie, korzystając z ich rozbudowanej mocy i kompleksowego działania.

   

Moje wrażenia - zapach - na duży plus - wyczuwalne silnie olejki rozmarynowy, mandarynkowy przełamany świeżym cytrynowym zapachem - w pudełeczku zapach bardzo intensywny, na ciele delikatnie otula - i w zasadzie na tym plusy się kończą.
Konsystencja jest bardzo gęsta ale też niesamowicie krucha - ciężko nałożyć produkt na ciało, żeby wcześniej nie "uciekł" z dłoni prosto w odpływ. Jak już trafi na ciało, drobiny cukru (jest to peeling zdecydowanie gruboziarnisty) zanikają w mega błyskawicznym tempie. 
Produkt złuszcza i nawilża równocześnie - jednak tutaj natłuszczenie jest takie, że ciężko wyjść z wanny, żeby się nie poślizgnąć :) 
Produkt ma datę ważności 6 miesięcy, jednak po 3 miesiącach zaczyna dziwnie pachnieć - podejrzewam, że jełczeje. 


Podsumowując - plus za zapach i złuszczanie, jednak minus za "uciekanie" z dłoni, cenę, poślizg w wannie (w zasadzie później też bardzo mi przeszkadza jak jestem taka mega naoliwkowana - chyba muszę spróbować go troszkę później zmyć, ale to mija się z celem wg mnie ... w lecie dla mnie nie do przejścia takie tłuste ciało) no i szybko znikający cukier - w sensie, że trzeba dużo produktu nałożyć ,żeby dobrze zetrzeć naskórek.


Czekam na Wasze opinie - może macie jakieś inne ulubione peelingi - chętnie wypróbuję :)